Na wojennej ścieżce z procentami

Adam Kempa | 01-02-2018 17:22:10 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Na wojennej ścieżce z procentami
flickr.com

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Mimo, że sprzedaż alkoholu jest w Polsce poddana wielu restrykcjom, nasz parlament uznał (a prezydent zatwierdził), że aby skutecznie walczyć z alkoholizmem samorządy potrzebują kolejnych instrumentów prawnych.

Większość wprowadzonych zmian dotyczy rozszerzenia uprawnień jednostek samorządu terytorialnego. Niektórzy przedstawiciele samorządów zwracali uwagę na brak narzędzi, które umożliwiłyby skuteczną walkę z alkoholizmem. Wychodząc niejako naprzeciw tym oczekiwaniom posłowie zaproponowali gminom możliwość wprowadzenia ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu (maksymalnie pomiędzy 22 a 6 rano).

Ponadto, zgodnie z nowelizacją, gminy będą zobowiązane określić maksymalną liczbę zezwoleń na sprzedaż alkoholu na ich terenie. W praktyce zmiana ta będzie miała ograniczone znaczenie – już obecnie gminy są bowiem uprawnione do określenia liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych. Różnica będzie polegać na tym, że obecne uprawnienia gminy nie dotyczą napojów o zawartości alkoholu poniżej 4,5% oraz piwa. Na podstawie znowelizowanych przepisów gmina ustali natomiast maksymalną liczbę zezwoleń dla wszystkich kategorii trunków, w tym tych o najmniejszej mocy. Dodatkowo gminy będą również mogły określić nie tylko ogólną liczbę zezwoleń na terenie całej gminy, ale również limity dla poszczególnych jednostek pomocniczych (dzielnic, osiedli itp.).

Warto również zauważyć, że nowelizacja wprowadza ogólny zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, za wyjątkiem lokali sprzedających alkohol w celu spożycia go na miejscu (czytaj: knajp). Jak się wydaje, zmiana ta ma na celu uszczelnienie dotychczasowego zakazu, który dotyczy picia alkoholu „na ulicach, placach i w parkach”. Regulacja ta nie obejmowała dotychczas np. nadrzecznych bulwarów, których nie można zakwalifikować jako „ulice” (potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z 19 stycznia 2017 r., sygnatura I KZP 14/16).

Większość proponowanych zmian należy ocenić negatywnie. Przede wszystkim, w przekonaniu piszącego te słowa, walka państwa z alkoholizmem jest na ogół nieskuteczna. Jej jedynym rezultatem, mimo dobrych chęci prawodawcy, jest przeważnie powiększenie szarej strefy oraz utrudnianie życia zwykłym ludziom, niemającym problemu z alkoholem. Ponadto należy mieć na względzie, że alkoholizm jako zjawisko społeczne jest z reguły symptomem głębszych problemów ekonomicznych, społecznych (w szczególności osłabienia i rozpadu rodzin) oraz pewnych wzorców kulturowych (alkohol w dużych ilościach jako niezbędny warunek dobrej zabawy, ale też najskuteczniejsza forma ucieczki od problemów). Jeżeli państwo koniecznie chce zajmować się problemem pijaństwa, powinno skupić się na wspomnianych przyczynach, a nie skutkach.

Należy też wziąć pod uwagę, że w Polsce już obecnie istnieją rygorystyczne regulacje dotyczące sprzedaży, reklamowania i spożywania alkoholu. Przestępstwa popełniane pod jego wpływem są szczególnie surowo penalizowane przez prawo karne. Istnieją państwowe i pozarządowe instytucje, które walczą z nadmiernym spożyciem alkoholu. Być może państwo powinno się skupić na właściwym wykorzystywaniu wspomnianych instrumentów, miast wprowadzać nowe obostrzenia.

Przykład obowiązujących już regulacji, które, jak się wydaje, nie są sumiennie egzekwowane, stanowią przepisy dotyczące reklamy, dziedziny istotnej w kontekście kształtowania wzorców kulturowych dotyczących alkoholu. Na podstawie obowiązujących unormowań, reklama produktów innych niż piwo jest całkowicie zakazana, zaś w przypadku chmielowego trunku obwarowana licznymi ograniczeniami (nie może wywoływać skojarzeń z relaksem i wypoczynkiem, atrakcyjnością seksualną, sukcesem zawodowym lub życiowym, nie może zachęcać do nadmiernego spożywania alkoholu itd.). Oglądając telewizyjne spoty reklamowe, można niekiedy odnieść wrażenie, że producenci piwa nie respektują w pełni wspomnianych ograniczeń.

Przepisy nowelizacji będą one miały znikomy wpływ na problem alkoholizmu, natomiast znacznie uprzykrzą życie zwykłych Polaków. Najlepszym tego przykładem jest ustanowiony przez nowelizację zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Wprowadzenie tej regulacji dotyczy najprawdopodobniej picia na nadrzecznych bulwarach, czego legalność na gruncie dotychczasowych przepisów potwierdził niedawno (ku niezadowoleniu jednych i aprobacie innych) Sąd Najwyższy. Wystarczyło tylko kilka miesięcy, a posłowie zatroszczyli się o to, by pozbawić Polaków tej odrobiny wolności, którą przyznał im Sad Najwyższy, a którą na co dzień cieszą się mieszkańcy Wiednia, Berlina, Brukseli i wielu innych europejskich miast. Nie oznacza to oczywiście, że picie w miejscach publicznych będzie całkowicie zakazane. Będziemy mogli pić do woli i na widoku (np. w ogródkach piwnych), pod warunkiem, że zrobimy to w koncesjonowanym lokalu. Oczywistym beneficjentem zaostrzenia zakazu będą więc restauratorzy, a pośrednio pobierające od nich podatki władze. Gwoli sprawiedliwości należy odnotować poprawkę wprowadzoną przez Senat, która nieco łagodzi wprowadzony zakaz. Rady gmin będą mogły zezwolić na spożywanie alkoholu w określonym miejscu publicznym, jeżeli w ocenie władz samorządowych nie będzie to miało negatywnego wpływu na bezpieczeństwo i oraz politykę przeciwdziałania alkoholizmowi.

Nie wydaje się uzasadnione zaostrzanie warunków licencjonowania sprzedaży napojów o zawartości alkoholu poniżej 4,5% oraz piwa. Już obecnie gminy określają maksymalną liczbę punktów sprzedaży trunków o większej mocy. Trudno zrozumieć, czemu miałoby służyć limitowanie tych punktów sprzedaży, w których oferuje się jedynie niskoprocentowe napoje alkoholowe. Taką sprzedażą trudnią się przeważnie nieduże lokale gastronomiczne, które oferują piwo, czy cydr jako dodatek do serwowanych potraw. Funkcjonowanie takich miejsc wydaje się pozbawione większego znaczenia z perspektywy przeciwdziałania alkoholizmowi czy dbałości o porządek publiczny. Brak jest zatem podstaw, by odgórnie ograniczać ich liczbę. Wprowadzanie takiego limitu będzie prowadzić w praktyce do arbitralnego uprzywilejowania tych przedsiębiorców, którym uda się pozyskać zezwolenie. Stworzy to oczywiście pole do nadużyć i korupcji.

Jedynym rozwiązaniem, które nie budzi większych zastrzeżeń, jest możliwość ustanawiania przez gminy zakazu sprzedaży alkoholu w porze nocnej. W tym wypadku kluczowy jest fakultatywny charakter regulacji. Ustawa wprowadza jedynie możliwość ustanowienia ograniczeń, z której gminy mogą, lecz nie muszą korzystać. Działalność nocnych sklepów z alkoholem oraz skutki z tym związane powinny być oceniane na poziomie lokalnym. Jeżeli władze samorządowe uznają, że w przypadku ich gminy sklepy całodobowe przyczyniają się np. do wzrostu liczby przestępstw w porze nocnej, to będą miały możliwość wprowadzenia ograniczeń, które uznają za stosowne, przy czym nie powinny one być szczególnie dolegliwe dla przeciętnych konsumentów alkoholu. Zostawiając tę sprawę w gestii samorządów, ustawodawca nie wprowadził tu ogólnokrajowej „urawniłowki”, za co należą mu się słowa uznania. Jak się wydaje, taki model zdecentralizowanej regulacji mógłby znaleźć zastosowanie na innych polach, np. w sprawie handlu w niedzielę.

Niemniej jednak, ogólna ocena nowelizacji jest zdecydowanie negatywna. Niestety, większość zmian zawartych w nowelizacji wpisuje się w antywolnościową, nieufną wobec obywateli politykę państwa, realizując wiernie PRL-owską filozofię, która przyświecała uchwaleniu w 1982 roku ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Zgodnie z ową filozofią, alkohol jest produktem z gruntu podejrzanym, a Polacy nie potrafią go spożywać w sposób kulturalny.

Nie lekceważąc problemu alkoholizmu, należy podkreślić, że już obecnie istnieją rozbudowane i rygorystyczne regulacje dotyczące tej kwestii oraz szereg instytucji walczących z pijaństwem. Wpływ nowych regulacji na poziom spożycia alkoholu będzie zapewne znikomy. Utrudnią one natomiast życie wielu zwykłym Polakom, którzy letnią porą chętnie napiliby się w gronie znajomych piwa nad rzeką lub prowadzą drobny biznes gastronomiczny i chcieliby móc zaproponować swoim klientom do posiłku niskoprocentowy alkohol.

Podziel się artykułem:

Adam Kempa
Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. prawa gospodarczego. Adwokat, członek Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2128 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Co z nową, liberalną eugeniką powinien zrobić współczesny konserwatysta?

Eugenika dla konserwatystów?

Eugenika dla konserwatystów?

Błażej Skrzypulec

Protesty lekarzy rezydentów to znak nadchodzącej pokoleniowej rewolucji w służbie zdrowia, na którą nie jesteśmy jako państwo przygotowani.

Nie chodzi o same podwyżki. Czego nas uczy protest rezydentów

Nie chodzi o same podwyżki. Czego nas uczy protest rezydentów

Maria Libura

Powinniśmy nauczyć się z tym żyć: w stosunkach Polski z Niemcami nie ma dziś, ani symetrii, ani partnerstwa.

Podmiotowa konkurencja, a nie jednostronne „partnerstwo” [POLEMIKA]

Podmiotowa konkurencja, a nie jednostronne „partnerstwo” [POLEMIKA]

Adam Zych
Następny artykuł:

Trump wchodzi w buty Reagana? Blaski i cienie prezydentury Trumpa

Trump wchodzi w buty Reagana? Blaski i cienie prezydentury Trumpa